
Po południu witałam już po raz kolejny niemrawe centrum Ułan-Ude. A ponieważ wysiadłam przy Muzeum Historii Buriacji, uznałam, że warto jakiś przybytek kultury na tej Syberii zobaczyć. Nie miałam poza tym nic lepszego do roboty. A że byłam jedynym gościem, pracujące tam panie specjalnie dla mnie otwierały kolejno zamknięte na klucz sale wystawowe. Pewnie wolały siedzieć razem w recepcji niż pilnować pustych pomieszczeń. Nie uważam tego czasu za stracony, choć z uwagi na niedostateczną znajomość rosyjskiego nie mogłam z pewnością w pełni wykorzystać potencjału wystaw - urządzonych w sposób, delikatnie mówiąc, anachroniczny: dużo zdjęć i jeszcze więcej tekstu. Spragnionych raczej estetycznych wrażeń zachęcam jednak do udania się na najwyższe piętro muzeum, poświęcone sztuce buddyjskiej i szamańskiej, głównie z początków XX stulecia.
Tym razem nocleg zarezerwowałam sobie w hotelu tuż przy
dworcu - hotelu dość osobliwym, o standardzie raczej hostelowym, na szczęście w cenie łóżka dostaje się cały pokój. Nie ma tylko
łazienki - a właściwie jest, trzeba się do niej jednak dostać przez... pokój innych gości! To jednak nie koniec nietypowych rozwiązań. Śniadanie teoretycznie też jest dostępne, a nawet wliczone w cenę, jednak restaurację, która ma je rzekomo
serwować i która pyszni się triumfalnie obok, zamknięto na sześć spustów. Gdy widząc to, zdumiona udałam się do recepcjonistki, ta bez zażenowania burknęła tylko: "zawtraka niet". Pani nie sprawiała wrażenia skłonnej do jakichkolwiek wyjaśnień czy negocjacji, chcąc nie chcąc poszłam więc na sadzone, czyli po
ichniemu jajecznicę, do obskurnego baru nieopodal, by w końcu, tj. po 2 godzinach z odłogiem, wsiąść do pociągu nie byle jakiego, bo jadącego pośpiesznym trybem do Irkucka. Żeby jednak nie spędzić kolejnego dnia wyłącznie w podróżny, kupiłam bilet do Wydrina, niewielkiej miejscowości znanej przede wszystkim ze swych okolicznych ciepłych jezior.


stakan
Do Wydrina, przyjemnej, ładnie
położonej wioski, dobiłam po godzinie
15, ale czekał mnie jeszcze długi, 7-kilometrowy spacer do ciepłych jezior. Na
teren parku przybyłam więc na tyle późno, że opłacało się tam zostać na noc,
cena była jednak tak zaporowa, że tylko zostawiłam bagaż i udałam się na spacer
po okolicy. Cieple jeziora to ulubione miejsce wypoczynku weekendowego zarówno mieszkańców obwodu irkuckiego, jak i Buriacji. Leżące nieopodal Wydrino wyznacza
bowiem teren graniczny między tymi dwoma regionami. Ale też z tego powodu ludzi
tam zatrzęsienie - gwar dzieciaków, bity dyskotekowej muzyki dochodzące z
otwartych na oścież samochodów, wrzaski skaczących do wody amatorów ciepłych kąpieli (woda osiąga tu nawet 28 stopni C), smród kiełbas
pieczonych przy ognisku - te wszystkie wątpliwej jakości atrakcje skutecznie zabijają niewątpliwy urok tego
miejsca. Szybko więc uciekłam, wybierając spacer wzdłuż rzeki Śnieżnej i podziwiając
ładne, faktycznie idealne na biwak, tereny parku poza głównym szlakiem.

Na deser zafundowałam sobie jeszcze trekking przy zachodzącym słońcu na Czapkę Monomacha. Z góry, o czym co 100 metrów donosiły ustawione przy drodze tabliczki, miały roztaczać się spektakularne widoki, niestety dość skutecznie zasłaniały je rosnące tam drzewa. Udało się między nimi wypatrzeć zarośnięte tajgą jeziora i surowe górskie zbocza w oddali. Ale i tak było warto, choćby dla oddechu od krzyków turystycznej gawiedzi.

Na deser zafundowałam sobie jeszcze trekking przy zachodzącym słońcu na Czapkę Monomacha. Z góry, o czym co 100 metrów donosiły ustawione przy drodze tabliczki, miały roztaczać się spektakularne widoki, niestety dość skutecznie zasłaniały je rosnące tam drzewa. Udało się między nimi wypatrzeć zarośnięte tajgą jeziora i surowe górskie zbocza w oddali. Ale i tak było warto, choćby dla oddechu od krzyków turystycznej gawiedzi.
Zdobywszy samotnie szczycik, w kompletnej ciemności wróciłam po plecak. Na szczęście udało mi się szybko złapać stopa do Wydrina, nie musiałam więc przechodzić tej trasy raz jeszcze. Nocleg znalazłam w turbazie przed wioską, tym razem za w miarę sensowną cenę, choć bez łazienki. Bania, wliczona w cenę, była już zamknięta. W tym momencie łóżko i choć kilka godzin snu to były zdecydowanie moje priorytety. Rano natomiast chciałam dostać się do Sludianki, by stamtąd udać się wreszcie na długo wyczekiwany trekking w Chamar Daban.
Lubie takie klimatyczne jeziorka :)
OdpowiedzUsuń