Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do poczytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do poczytania. Pokaż wszystkie posty

Poznać szorstkość ziemi, czyli dlaczego wybieram Wschód. O podróżowaniu, cz. 3




„Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa 

wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku 

żebyś nie tylko oczami, ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi 

i abyś całą skórą zmierzył się ze światem” (Z. Herbert, Podróż).


Przez lata jeździłam tylko na Zachód, przede wszystkim do Italii, którą zresztą wciąż darzę wielkim sentymentem i do której ciągle z przyjemnością wracam. Interesowały mnie głównie miasta, a w nich nie tylko architektura i sztuka, ale też ulice i ludzie. Chyba jestem takim typem flaneura w spódnicy – największą przyjemność sprawia mi szwendanie się po uliczkach i obserwowanie ludzi. Dziś jednak wybieram Wschód, ciekawa wszystkiego, co za płotem, co nieopisane w przewodnikach. Odczuwam przesyt zdobyczami cywilizacji, coraz mniej ciągnie mnie do muzeów i wszelakich zabytków, choć jako historyczka sztuki pewnie nie powinnam się do tego przyznawać. Jeśli odwiedzam duże miasta, to wałęsam się głównie po ich brudnych przedmieściach i bazarach. Ale wolę prowincje, a najchętniej zabite dechami wioski, gdzie czas płynie zupełnie innym rytmem.



Sama, ale nie samotna. O podróżowaniu cz. 2

dawno temu w Maroku
Sposobem ułatwiającym inicjację w świat podróżników jest z całą pewnością wyprawa w pojedynkę. U mnie zaczęło się to trochę niechcący przed dwoma laty, kiedy wyjechałam na dwa tygodnie do Gruzji. Nie planowałam jechać tam sama, ale cóż, tak wyszło. I to niechciane doświadczenie okazało się najcenniejszym, najbardziej kształcącym i najbogatszym w moim dotychczasowym „podróżniczym” życiu. Wcześniej sama jeździłam za granicę kilkakrotnie, ale były to albo pobyty naukowe, albo też szkoleniowe, wszystkie jednak miały charakter stacjonarny i ograniczały się głównie do zachodniej Europy. Dopiero ta gruzińska przygoda otworzyła mi oczy na to, co w podróżowaniu najcenniejsze. Rok później wybrałam się, już z pełną determinacją, na samotną wyprawę do Armenii, w tym roku zaś na 3-tygodniowy podbój Kirgistanu. I za każdym razem była to dla mnie niezwykła lekcja życia, ale też samopoznania.

Być jak niestrudzony nomada. O podróżowaniu cz.1



Izrael

„A co Ciebie tak gna do podróżowania?” – zapytał mnie ostatnio znajomy na marginesie rozmyślań o Herbercie. Dla znanego poety, jeśli wierzyć słowom filozofa Mikołejki, odkrywanie nowych, choć znanych z literatury miejsc, było z jednej strony rodzajem miłosnej przygody, z drugiej zaś – walki: z nowym, które przed nim i starym, które nosi w sobie. Tak rozumiana podróż stawała się w gruncie rzeczy inicjacją, zrzuceniem starej skóry. Oznaczała doświadczanie w życiu tego, co najbardziej dramatyczne, tj. przemijania. Choć z drugiej strony i paradoksalnie była też próbą zatrzymania czasu. Herbert zwiedzał jednak przede wszystkim miasta – kolebki zachodniej cywilizacji. Interesował go „oddychający człowiekiem” kamień – stąd jego miłość do romańskich kościółków i gotyckich katedr. W moim przypadku motorem jest raczej potrzeba przyglądania się (dotykania, wąchania, smakowania) ziemi – najchętniej tej nie do końca jeszcze skażonej ludzką ręką. Ale nie zamierzam porównywać się do wielkiego poety. Nie miałabym też odwagi nadać moim wyjazdom tak silnego, egzystencjalno-mitycznego znaczenia. Spróbuję się jednak zmierzyć z postawionym wyżej pytaniem.

góry w Maroku