 |
| dawno temu w Maroku |
Sposobem ułatwiającym inicjację
w świat podróżników jest z całą pewnością wyprawa w pojedynkę. U mnie zaczęło
się to trochę niechcący przed dwoma laty, kiedy wyjechałam na dwa tygodnie do
Gruzji. Nie planowałam jechać tam sama, ale cóż, tak wyszło. I to niechciane doświadczenie
okazało się najcenniejszym, najbardziej kształcącym i najbogatszym w moim
dotychczasowym „podróżniczym” życiu. Wcześniej sama jeździłam za granicę
kilkakrotnie, ale były to albo pobyty naukowe, albo też szkoleniowe, wszystkie
jednak miały charakter stacjonarny i ograniczały się głównie do zachodniej
Europy. Dopiero ta gruzińska przygoda otworzyła mi oczy na to, co w
podróżowaniu najcenniejsze. Rok później wybrałam się, już z pełną determinacją,
na samotną wyprawę do Armenii, w tym roku zaś na 3-tygodniowy podbój
Kirgistanu. I za każdym razem była to dla mnie niezwykła lekcja życia, ale też
samopoznania.