Positano i Amalfi

Zwiedzanie wybrzeża zaczęliśmy od Praiano – niewielkiego miasteczka leżącego mniej więcej w połowie drogi między Sorrento a Salerno – skąd szybko udaliśmy się na najsłynniejszy szlak w okolicy, czyli Ścieżkę Bogów (Sentiero dei Dei). Postanowiliśmy przejść całą trasę prowadzącą do dużo większego i bardziej popularnego Positano. Spodziewaliśmy się prostej i przyjemnej wędrówki z pięknymi widokami dookoła. Widoki faktycznie były czarujące, ale sama droga do najprzyjemniejszych jednak nie należała. Zwłaszcza jej pierwszy, co najmniej dwugodzinny odcinek schodami w górę. Najpierw w samym miasteczku, a potem coraz wyżej położonymi ścieżkami powstałymi z połączenia dawnych dróżek pasterskich. Szczodrze nas grzejące słońce nie ułatwiało zadania. Na szczęście cudne widoki dookoła te trudy sowicie wynagradzały.









Druga połowa trasy była już zdecydowanie prostsza i nie tak stroma, mogliśmy więc skupić się na kontemplacji przyrody.


W drodze do Positano zatrzymaliśmy się na chwilę w małej wiosce, kilka kilometrów przed miasteczkiem. O ile na górze spotkaliśmy paru turystów (choć jak na najpopularniejszy szlak na wybrzeżu i tak było ich stosunkowo mało), o tyle w mijanych po drodze miejscowościach przyjezdni stanowili raczej rzadko spotykany widok. Wypiliśmy zasłużone Peroni zgodnie z miejscową tradycją – na krzesełkach przed sklepem, obserwując nieśpiesznie płynące życie w wiosce. Jakaś mocno zgarbiona babuleńka przydreptała do sklepu po szklankę wody. Inna, z psem na smyczy, przyniosła młodym sprzedawczyniom pomidory i polne kwiaty. Jakiś upośledzony nastolatek w osobliwy sposób próbował nawiązać z nami kontakt (podbiegając do nas, by po chwili uciekać w popłochu), a kilkuletnia dziewczynka przyleciała pochwalić się nową kiecką – zgodną, jak dumnie podkreśliła kasjerka, z modą positańską.




Mogłabym nie opuszczać takich miejsc. Bo w Positano nie było już ani swojsko, ani przyjemnie. Były za to dzikie tłumy turystów różnych nacji, z których zdecydowanie wybijali się Rosjanie – co wnioskowaliśmy i po języku, i po nazbyt eleganckich kreacjach kobiet, dumnie noszonych po wąskich uliczkach miasta. Wystarczyło jednak zboczyć z głównej drogi, od której odchodził szereg małych, pnących się w górę uliczek, a całe to wielonarodowe kłębowisko znikało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
G’woli sprawiedliwości przyznać jednak trzeba, że Positano to jedno z najpiękniej położonych miasteczek wybrzeża – z kaskadą malowniczych domków opadających do morza, ze strzelistymi urwiskami i soczystą zielenią drzew cytrusowych. Nawet pachnie cytrynowo – choć bardziej za sprawą sprzedawców Limoncella, którzy przyciągają klientów zapachowymi świecami w kształcie cytryn lub limonek. Z całą pewnością jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc, z którym w szranki, jeśli chodzi o popularność, wchodzić może jedynie pobliskie Amalfi. A ponoć jeszcze kilkadziesiąt lat temu była to senna i zapomniana wioska rybacka! Dziś najlepiej podziwiać ją z daleka. Choć, jeśli już tam przybędziecie, warto wstąpić do najważniejszej świątyni w miasteczku (Santa Maria Assunta) z charakterystyczną majolikową kopułą. To osobliwe miejsce gości nie tylko cenne zabytki, miedzy innymi XIII-wieczną ikonę Czarnej Madonny, otaczanej tutaj szczególną czcią, ale też dewocjonalia, płótna i ludowe wycinanki na sprzedaż. Taki na poły  zsekularyzowany kościół – jeszcze wciąż miejsce kultu, a przy tym już targowisko, z miejscowym folklorem mającym zwrócić uwagę turystów o raczej zasobnych portfelach.
Amalfi jest równie przeludnione, ale tam przyjechać trzeba, choćby po to tylko, by rzucić okiem na słynną katedrę. Wcześniej jednak warto uzbroić się w dużą dozę cierpliwości. Dojazd do miasteczka wiąże się bowiem z gwarantowanym i przymusowym postojem w na ogół słusznym korku i w przeładowanym maksymalnie autobusie, gdzie jedyną, choć marną pociechę stanowią miny tych, którym nie było dane dostąpić przywileju wejścia na pokład.


Samo Amalfi – największe miasto w tej części wybrzeża – leży w osłoniętej zatoce,  wbite między góry a morze. Jest więc doskonałym miejscem do wypadów na szlaki, choć niewiele osób z tego korzysta. Zdecydowany prym wiodą tu bowiem miłośnicy plażowania, ściśnięci na niewielkiej, kamienistej plaży, a w godzinach wieczornych oblegający Piazza del Duomo, shoppingowo-restauracyjne serce miasta, nad którym góruje jego chluba – średniowieczna katedra. Co prawda z okresu średniowiecza niewiele się tu zachowało (romańskie dzwonnice i piękne brązowe drzwi), a liczne przebudowy i rekonstrukcje składają się na dość jarmarczną całość, to jednak wciąż przyciąga ona tłumy zwabione jej dawnym blaskiem.

Zwiedziwszy niewielkie centrum udaliśmy się na krótki spacer poza miasto, do Valle dei Mulini, która swą nazwę zawdzięcza licznym młynom ustawionym wzdłuż rzeki Canneto. Przyjemne i zdecydowanie mniej uczęszczane miejsce, idealne na nieśpieszną przechadzkę.


Najbardziej jednak oczarowani byliśmy inną, zupełnie niezaplanowaną wędrówką wybrzeżem do pobliskiego Atrani- jeszcze cudniej położonego, z maleńkim rynkiem i ledwie dwiema niezwykle wąskimi  uliczkami biegnącymi schodami w górę i w dół, do morza. To senne, niemal pozbawione turystycznej gawiedzi, a przy tym najmniejsze pod względem przestrzeni miasteczko włoskie (ledwie 0,12 km), uznaliśmy zgodnie za najbardziej urokliwe  na całym wybrzeżu.


            



c.d.n. 

3 komentarze:

  1. That is very interesting, You are an overly professional blogger.
    I've joined your rss feed and look forward to in the hunt
    for extra of your great post. Additionally, I've shared your website in my social
    networks

    Also visit my homepage ... Facebook

    OdpowiedzUsuń
  2. z przyjemnością przeczytałam ten post - świetne zdjęcia, ciekawe opisy no i fantastyczne wybrzeże Amalfi, chyba najpiękniejsze miejsce w moich ukochanych Włoszech. Ciekawy blog - zapraszam do jego bezpłatnej promocji na mojej platformie (rejestracja zajmuję chwilę) - bo jest tego wart. Najciekawsze posty udostępniamy również na naszym profilu na facebooku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super fotki i widoczki. Ciekawy blog. Transport Wrocław zaprasza na ocenę naszego bloga.

    OdpowiedzUsuń