Jerozolimski shot





Ostatni dzień naszej jerozolimskiej przygody nie jest szczególnie intensywny: ot, trochę wałęsamy się to tu, to tam, głównie po starówce i okolicach. Na arabskie Wzgórze Świątynne nie wejdziemy, szkoda nam czasu na stanie w kilometrowej kolejce, rezygnujemy też z muzeów i tunelu pod Ścianą Płaczu. Bazylika Grobu, Góra Oliwna oraz Wzgórze Syjon poszły na pierwszy ogień, tuż po przyjeździe do Jerozolimy, tego dnia spacerujemy więc murami miasta, wchodzimy na dachy i przysiadamy w okolicznych knajpkach, skąd możemy obserwować choćby radosne świętowanie Barmicwy, opędzając się przy tym przed marokańskimi Żydami, natarczywie próbującymi sprzedać nam kabalistyczne czerwone nitki – rzekomo chroniące przed złem tego świata.






Takie spokojne, nieśpieszne wsłuchiwanie się w miasto; smakowanie go go bez mapy i przewodników, za to z pełnym przyzwoleniem na błądzenie, uważam za koronny punkt pobytu w Jerozolimie.











Na koniec wpadamy jeszcze na Mahane Yehuda – słynny targ z bogactwem koszernych dobroci. Kupujemy mnóstwo bakalii, wino i chałwę.
Na chwilę zatrzyma nas tu jeszcze niecodzienny widok osobliwej żebraczki. Przed momentem z jej kieszeni wysypał się cały plastikowy worek monet. Jakiś uczynny pan zbiera je i podaje kobiecie. Ta przyjmuje pieniądze i, nie okazując jakiejkolwiek reakcji, chowa je z powrotem w to samo miejsce, po czym siada na skrzynce obok sklepu z pamiątkami. Chwilę później monety ponownie wypadają z jej kieszeni. Tym razem jednak nikt nie zwraca na nie uwagi. Kobieta tego nie widzi, albo też nie chce widzieć? Wyciąga jednak rękę w żebrzącym geście, po czym pokazuje w całej okazałości swój śnieżnobiały język i tak już, znieruchomiała, zostaje. Co się wydarzy potem, nie wiemy, ruszamy dalej, by po raz ostatni rzucić choć okiem na Ścianę Płaczu.









Tym razem ten spory plac zdominowała grupa starszych, tańczących i modlących się mężczyzn z dziwnymi pudełeczkami na ramionach i czołach. Jak podaje autorytet w dziedzinie żydowskich tradycji, Alan Unterman, są to tzw. tefflin, przedmioty modlitewne zawierające przepisane ręcznie fragmenty Tory. Ten na ramieniu, ze względu na bliskość serca ma świadczyć o oddaniu Bogu, ów na głowie służy zaś skierowaniu myśli bogobojnego Żyda ku Torze. Niegdyś noszone przez mężczyzn cały dzień, dziś bywają zakładane głównie do modlitwy, za wyjątkiem dni świątecznych.







***
Żegnamy ze smutkiem Jerozolimę, nie opuszczając jeszcze samego Izraela. Przed nami cztery kolejne dni podróży przez Morze Martwe i Pustynię Negew aż do Eljatu, nad Morze Czerwone. Dni intensywne, pełne słońca, wrażeń i zapierających dech widoków. Relaksu w morzu, wspinaczki po pustynnych górach, spacerów wąwozami i kanionami. Ja jednak wzdycham do białych uliczek Jerozolimy, do głośnych suków z arabskimi przysmakami, do tej niezwykłej kakofonii dźwięków. Do miejsca wybranego przez Boga wielu wyznań. Do tej „źrenicy wszechświata”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz